MODE2Joy / Forum / Google+ / Facebook / YouTube / Twitter / Main

MODEontheROAD

Some Great Reward Tour: 1984.09.27 - 1985.07.30

Some Great Reward Tour: Warszawa

Tour Diary / Crew on Tour / Song Index / Top Index / FAQ / Wiecor Bootleg Trade
Fans reports the concerts / Blog MODE2Joy: Some Great Reward Tour

Some Great Reward Tour: Warszawa, Hala Torwar / 1985.07.30

_

30 lipca 1985, Torwar, Warszawa

 

Koncert w Warszawie 1985.07.30 to było wydarzenie! Pamiętam gorące przygotowania, układanie włosów dobieranie koszulki i tani alkohol. W tamtych czasach mając 17 lat byłem zakochany w depeche MODE po uszy. Zresztą zdążyłem zarazić tym całe podwórko, no! prawie całe. Było nas 12 - stu świetnych chłopaków tworzyliśmy zgraną paczkę, ale dzieliliśmy się na mniejsze grupki jak zwykle, to kwestia charakterów, tak, więc spotykaliśmy się w większości u Kszyśka (otwarty dom), rodzice bardzo tolerancyjni niezła jazda, spotykaliśmy się i słuchaliśmy muzyki od J.M. Jarre i Tangerine Dream po przez Kraftwerk, ANohaville, Thomson Twins, Visage, New Order, Blamange, Propagande po depeche MODE.

Kiedy dowiedzieliśmy się o koncercie depeche MODE w Polsce oszaleliśmy ze szczęścia. Pamiętam na początku 1985 roku w zimę usłyszałem nowy album Some Great Reward. Zakochałem się od razu w całym materiale tam zawartym zresztą jak mogło być inaczej? Koncert miał się odbyć w lato podczas wakacji, musieliśmy więc tak je planować, by w sierpniu być już w domu a co najważniejsze na Torwarze. Bilety nie zachęcały ceną [były mocno za drogie] dokładnie nie pamiętam coś około 500 zł. W przedsprzedaży 400 a w ostatnim tygodniu 500. Bardzo dobra pensja w tym czasie wynosiła 4000, średnio ludzie zarabiali około 2900 do 3500 porównywalnie ja na dwa tygodnie w Mielnie koszalińskim zabierałem 200 - 300 zł Starczało tego na naprawdę niezły ubaw. Tak, wiec wracając do biletów były kosmicznie drogie, ale czego się nie robi dla depeche MODE. Z całego podwórka na bilety stać było tylko 6 osób wiec reszta musiała liczyć na szczęście, aby [przed koncertem próbując przekupić ówczesną Milicję Obywatelską], wejść na krzywy ryj. Do tej reszty zaliczałem się ja. W ostatnim tygodniu przed koncertem napięcie sięgnęło zenitu. A w radio prezentowane były wszystkie płyty kapeli wraz z remixami, wiec przy okazji nagrałem sobie cala dyskografie i to nie tylko depeche MODE również, Yazoo (jakie oni mieli maxi single!). Każdy prawie program - a było ich wtedy niewiele - prześcigał się w audycjach poświeconych grupie. Harcerska, 3-jka, drugi, i najgorszy (do dziś) ówcześnie pierwszy. Nagle ludzie, którzy nigdy nie słyszeli o depeche MODE a było ich wtedy mnóstwo zaczęło się utożsamiać z ich muzyka i stylem. Ja, Depesz pełna gębą w tamtych czasach chodziłem na Martin'a, wygolony łeb dookoła, trwała blond na górze, szerokie czarne wełniane spodnie na szelkach, koszulka z siateczki ze cztery wyćwiekowane paski pieszczocha jakiś łańcuch przewleczony przez krocze i czarne paznokcie całość wieńczyła skórzana leninówka po dziadku i rękawiczki bez palców takie z włóczki. Niestety miałem tylko zielone, ale i tak byłem odjechany. Zaraz... te paznokcie to tylko na koncert i tak postrzegany byłem w szkole i na ulicy jak zbuntowany ćpun, pojebek. Śmiali się i pukali w czoło za to w Mielnie spotkałem tego roku gościa identyko. Wtedy już wiedziałem ze nie jestem sam - gość był ze Szczecina bodajże. Na podwórku reszta zagorzałych fanów poprzestawała na szerokich wojskowych paskach i wycieruchach oraz koszulkach z wymalowanym depeche MODE farba olejna. To były czasy mnóstwa znaczków każdy je nosił - to było w dobrym tonie mieć ze dwadzieścia fajnych znaczków. Ja miałem nawet takiego samego Lenina jak Martin i oczywiście robionego czarnego anioła, czyli trupia czachę ze skrzydłami. Może mi było trochę łatwiej, ponieważ byłem wcześniej Punkiem jak David, he, he. Ale do rzeczy ten ostatni tydzień upłyną nam pod znakiem wiecznego oczekiwania przy dźwiękach depeche MODE i smaku jabcoka (koktajl jabłkowy 18%) zajebista sprawa i wino ‘Okęcie’ o zawartości siarki większej niż pudełko zapstrów.

Wreszcie nadszedł ten dzień. Od rana gula w gardle i brzuchu, nerwowość równa egzaminom w szkole i.... w końcu jest. Jedziemy. Pełen autobus, do 166 wsiedliśmy na przystanku Leszno (dziś już ten autobus nie kursuje — przyp. red.), mieliśmy go pod nosem, ponieważ mieszkaliśmy w kwadracie przy Leszno, Karolkowa, Żytnia, Okopowa, Obozowa, tak zwane szóstki przyjechały już pełne wszyscy śpiewali Everything Counts potem coś ze Speak'a atmosfera podniecenia, każdy włosy postawione, jakieś znaczki koszulki z depeche MODE itp. ja dla dopełnienia założyłem fartuch spawacza, ale prawie nikt z jadących tym autobusem tego nie docenił wręcz przeciwnie he he. Dojechaliśmy końcowy przystanek "szóstek" to Torwar autobus ledwo manewrował na pętli, ludzie zgromadzeni przed Torwarem byli wszędzie, gorączkowa atmosfera sięgnęła zenitu mnóstwo gliniarzy z MO, Ormowcy kierujący ruchem. Coś wspaniałego - zauważyłem docenianie mojego stroju, ale takich ortodoksów jak ja nie widziałem za wielu, szczerze mówiąc nie pamiętam ich za dobrze. Każdy miał jakieś znaczki, niektórzy skory, ale poza tym nic więcej były jakieś transparenty, my tez mięliśmy flagę, ale sam nie wiem, co się z nią działo. Miałem kumpla, który miał nawet skórzane spodnie i wyglądał zajebiście jedyny ortodoks, którego wtedy znalem do tego z ryja podobny jak dwie krople do Alan'a. Włosy wygolone jak ja, ale postawione na młotek Alanowski to był gość, jeansowy bezrękawnik (katanka z oderwanymi rękawami) pomalowane oczy i paznokcie. Nie no! On był Królem!!! Pisze o nim, ponieważ dalej odegrał bardzo ważną role. Nadszedł ten moment zaczęli wpuszczać ludzi oczywiście z biletami okazało się ze zostało kilkadziesiąt osób bez biletów, które jak ja liczyły na przekupność MO. Dostałem się w końcu do środka i aż dech zapierało ze szczęścia, które jak się potem okazało nie trwało zbyt długo. Scena jak zwykle ustawiona na przeciwko wejść, tłok na miejscach siedzących, na dole pod scena jednak luźno. Wychodzi support czterech chłopaków w białych kitlach lekarskich grają jakąś elektronikę, jakiś Kraftwerk i własne kompozycje jednak bez wokalu taneczne rytmy przypominały stylem depeche MODE (w 1986 miałem nagraną ich pierwszą płytę – extraklasa) muza a'la dM, ale ciężej prawie jak Front mieli zajebisty kawałek z telefonem na początku a wydal ich MUTE.

Wracając na Torwar, w końcu nadszedł czas na depeche MODE!!! godzina, około 21-szej kupa dymu ożywienie świateł i.......................... wychodzą, ale nie ma David'a, wreszcie jest, wylania się jak Calineczka z otwieranej dekoracji to był taki szok ze nawet nie pamiętam, co się wtedy ze mną działo nagle ktoś mnie łapie za ramię odwracam się dwóch milicjantów cos krzyczy i zada biletu, ja na to ze gdzieś zgubiłem i stało się wywalili mnie i kilku innych na zbitą mordę jeszcze, co po niektórzy dostali po parę pał przez plecy.
Okazało się, że wzięli mnie za handlarza narkotyków, a że jeszcze nie miałem biletu to komendant nie chciał o niczym słyszeć. Tak wiec ze łzami w oczach około 22 znalazłem się w domu. Długo nie czekałem za oknem donośny piskliwy gwizd to Mirek, o którym już pisałem. On pełen euforii po koncercie, ja zdruzgotany [myślałem, że z okna wyskoczę] schodzę jednak na dol, a on i kilku jeszcze moich kumpli oraz kilku których pierwszy raz na oczy widziałem namawiają mnie na disco, ja im na to ze nie mam ochoty, lecz jeszcze łykając łzy zgodziłem się. Wkrótce miało być mi wynagrodzone to nieszczęście.

Pojechaliśmy do Parku muza jak zwykle Miko Mission, Bony M, Radiorama i nagle depeche MODE, więc zdziwiony wale na parkiet, niestety do niego nie dotarłem przy dźwiękach Told You So [83] wchodzi na salę, kto? David Gahan za nim Martin i Fletcher i na końcu Alan to było jak objawienie po tym wszystkim tak, wiec są już na gazie (porządnym) David jak zwykle z drinkiem w łapie, Mirek (ten, o którym już pisałem) jest już koło niego, ja niestety za ludźmi, ale niezbyt daleko wszystko widzę i słyszę. Mirek miał ojca w MSZ-cie więc, perfekt angielski 4-lata na placówce w Londonie. No wiec on pyta David'a co słychać i jak mu się podoba w Polsce i w ogóle ze mu się podobał koncert, a David na to Fuck Off!!! odpycha Mirka *. Zaraz znalazł się ochraniarz (magilla) wielki jak słoń indyjski, odepchnął Mirka za nim Mart coś bąknął (potem dowiedziałem się) po prostu śmiał się mówiąc jakieś niezrozumiale sepleniące 'sorry' i tu pokazując na mnie palcem odwrócił się do Fletch’a on również śmiał się, ale jeszcze puścił zdawkowo oczko i coś tam burkną, lecz, i tu najlepsze... Alan zatrzymuje się na moment zwraca uwagę na Mirka (nie dziwne) patrzy na sobowtóra i zaczyna rozmowę. Żeby nie dziwić się Dave jest zmęczony i niezbyt podoba mu się w Polsce, że zginęły im bagaże i w hotelu obsługa jest kiepska, a w ogóle to przyjechali na disco, bo się nudzili w hotelowym barze. Ktoś im polecił Park jako najlepszy warszawski klub, lecz to, co zastali daleko odbiega od ich wyobrażeń o dobrym klubie, że Martin jest nie zadowolony z pobytu w Polsce i że nikt go w hotelu nie rozpoznał wiec, co tu się dziwić, że zdawkowo olewają fanów, a Fletch'a to on sam niezbyt lubi, bo to bufon i ignorant. Alan był zachwycony koncertem i zdziwiony, że tak ich milo publika przyjęła (dwa bisy) czy coś takiego i że jemu wcale nie przeszkadza ze jest bardziej anonimowy, bo mu na sławie nie zależy. Potem zapytał Mirka skąd taka znajomość języka i stylistyka i (jego wygląd) w końcu żyjecie za żelazną kurtyną na to Mirek że, mieszkał w Anglii i był na ich koncercie w Londonie 1984.11.02 i że od tamtej pory jest ich fanatykiem. W tym momencie dotarł do konsolety główny trzon depeche MODE po zdawkowym Hi! I'm David Gahan from depeche MODE (...) dla wszystkich w dyskotece Master And Servant, po tym odwrócił się na pięcie i wyszedł bardzo szybkim krokiem, a za nim Martin i Andrew, Alan przeprosił z uśmiechem za kolegów dał kilka autografów poklepał Mirka po ramieniu i również wyszedł. Tak skończyła się moja przygoda z koncertem i pobytem depeche MODE w Polsce.

Do dziś nie mogę sobie podarować tego koncertu i tego, że nie czekałem pod Torwarem, nazajutrz spotkaliśmy się z kumplami i od nich dowiedziałem się, że po kilkunastu minutach komendant się zmył i gliniarze wpuścili wszystkich do środka. Cóż może gdybym był w środku nie widziałbym na żywca ich w Parku, ale tego niestety nigdy się nie dowiem.

 

Z pozdrowieniami wszystkim Depeche's

Kanaritz

Relacja oryginalnie ukazała się w 4 numerze fan-zinu [SHAME], (kwiecień 2001)

_

comments powered by Disqus

_


Tour Index

Early Days

Speak & Spell Tour

See You Tour

A Broken Frame Tour

Construction Tour

Some Great Reward Tour

Black Celebration Tour

Music For The Masses Tour

World Violation Tour

Devotional Tour

Exotic / US Summer Tour

Ultra Promo Shows

The Singles Tour 86 98

Exciter Tour

Touring The Angel

Tour Of The Universe

The Delta Machine Tour

1979-1981

1981-1982

1982

1982-1983

1983-1984

1984-1985

1986

1987-1988

1990

1993

1994

1997

1998

2001

2005-2006

2009-2010

2013-2014


Tour Diaries

Devotional Tour

The Singles Tour 86 98

Exciter Tour

Tour Of The Universe


Fans reports the concerts

Kolejna historia z pobytu depeche MODE w Warszawie 1985.07.30 pióra daRka.


Blog MODE2Joy

Artykuły nawiązujące do Some Great Reward Tour

Ogólnie o koncertowaniu depeche MODE


Maps


Pokaż Some Great Reward Tour 1984/1985 na większej mapie.


Gallery of Some Great Reward Tour

 


© [MODEontheROAD.com] Team 2009 - 2015 | version 4.5 | Contact: e-mail |